Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiazka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiazka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 lutego 2022

Kanapka z celulozy

 

 

                                             Obraz Comfreak z Pixabay 

 

Zza sterylnego biurka wychynęła bibliotekarka. Jej twarz krzyczała:Lubię czytać!”.

Co lubi pani czytać? – zapytałam.

W odpowiedzi zmiażdżyła mnie pancernym uśmiechem:

KSIĄŻKI!

No więc nie pytałam już dalej

Tej nocy bibliotekarka przyśniła mi się w kościstej pozie i przydługim płaszczu. Siedziała na równo poukładanych wieżyczkach z książek. Sięgała po nie i jadła je. Najpierw coś Słowackiego, później jakiś podręcznik dla inżynierów. W kolejnej minucie zasmakowała w beletrystyce obcojęzycznej, chyba anglosaskiej.

Obudziłam się głodna. Zrzuciłam z siebie puszystą kołdrę i pobiegłam do kuchni. Ponieważ lodówka była pełna, nadgryzłam to i owo – zaczęłam od pizzy, która wczoraj pachniała oregano, potem skubnęłam miękką frytkę z Maka, pociągnęłam łyk pozbawionej gazu Coli i całość przegryzłam zbyt mocno uwędzonym udkiem z dworca.

Wreszcie opadłam na twardą ławę, odchyliłam się w stronę oparcia i zaczęłam oglądać nierówności na suficie. Niestety wciąż trawił mnie ślepy głód… Nie jest zdrowo żywić się w sieciówkach. Dobre czytelnictwo to kwestia smaku.

 

                                                                                        M. przy herbacie


Książki, które warto czytać

środa, 20 lipca 2016

Medytacja karmelitańska


Medytacja karmelitańska ojca Mariana Zawady, to nieduża, choć bardzo treściwa książeczka o modlitwie. Zaczyna się od słów: „Są ludzie, dla których pasją jest Bóg…” i to proste zdanie nie przestaje być aktualne aż do ostatniego rozdziału. To książka o fascynacji, przygodzie, szukaniu najcenniejszego skarbu. Jest jak podróż w głąb siebie po to, by przeżyć spotkanie życia.

Każdy, kto zdobył już swoje, choćby niewielkie, doświadczenie modlitwy wie, że spotkanie z Bogiem nie jest kwestią techniki. A każda próba pokazania sposobu, czy metody jest niczym innym jak tylko dzieleniem się doświadczeniem wiary. Jest zatem potrzebna, ale tylko po to, by wspólnie, trwając w „przestworzach Kościoła”, wymieniać się wskazówkami, kreśląc mapy i wspólne plany na indywidualne wędrówki ku temu, co najpiękniejsze.  Jest tym bardziej potrzebna, że – jak pisze autor - „Są tacy, którzy umierają z pragnienia nad brzegami wód, bo nikt do nich nie wypowiedział słów zaproszenia; bo nikt im nie powiedział, że woda daje życie.”

Medytacja karmelitańska składa się z trzech rozdziałów. Pierwszy traktuje o tym, co nienazywalne – o Karmelu zobrazowanym wizją ogrodu, „w którym wyrasta stary kontemplatywny nurt”. Jego przesłaniem jest tajemnica Żywego Boga, zauroczenie pięknem Bożej obecności i głębokie pragnienie „miłosnego przebywania z Panem”. A więc nie tyle budowanie własnej doskonałości, co dojście do przyjaźni z Bogiem. W rozdziale drugim omówiony został przebieg medytacji karmelitańskiej, ze szczególnym uwzględnieniem etapu przygotowania do modlitwy. Na końcu rozdziału umieszczone zostały propozycje medytacji przygotowawczych. A po nich  etapy drogi duchowej na szlakach tej formy modlitwy. W trzecim rozdziale te etapy zostały omówione szczegółowo i zobrazowane przykładami medytacji bijących blaskiem spotkania z Nienazwanym. Jest to zatem opowieść o Bogu i człowieku, który w wyniku tych spotkań „czuje się obdarowany, kochany, pragnie nie tylko dzielić się tą miłością, ale i budzi się (w nim) wdzięczność.”

Książka ojca Zawady jest niekiedy poetyckim, niekiedy konkretnym, opisem pięknych i tajemniczych dróg modlitwy. Próbą nazwania doświadczeń  przyjaźni, próbą opisania Piękna wymykającego się ludzkim sposobom nazywania rzeczy. Jest także dzieleniem się własnym doświadczeniem modlitwy, co uważam za najważniejszy walor tej pozycji. Jest to książka inspirująca i z całą pewnością warta przeczytania.

 
M. przy herbacie





Książka Medytacja karmelitańska dostępna jest w księgarni internetowej Książki przy herbacie

Dziękuję Wydawnictwu Karmelitów Bosych za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.



wtorek, 7 czerwca 2016

Złoty świecznik


„Wszyscy kochamy baśnie…”  - to właśnie te słowa, rozpoczynające opis na tylnej okładce książki, sprowokowały mnie do tego, aby sięgnąć po Złoty świecznik Wilhelma Huenermanna w tłumaczeniu Jana Efrema Bieleckiego, wydany przez Wydawnictwo Karmelitów Bosych. Choć słowo „baśń” nie jest szlagierem współczesnej polszczyzny, ani też hitem europejskiej kultury masowej, dla mnie jest nośnikiem bardzo szczególnych treści - jest jakby otwartym oknem tajemnicy, albo ramą obrazu, w którym potencjalnie może wydarzyć się nieskończenie wiele plastycznych i barwnych historii. Kto twierdzi, że jest to słowo zastrzeżone wyłącznie dla dzieci, ten z całą pewnością nie czytał takich baśni Hansa Christiana Andersena, jak np. „Cień” albo „Coś”.

Złoty świecznik jest zbiorem opowiadań z założenia skierowanym do dzieci i młodzieży. Skąd zatem pomysł, aby polecać go także dorosłym odbiorcom? Przyznam szczerze, że jest to myśl bardzo subiektywna. A odpowiedź na nią jest tak samo niejednoznaczna, jak pytanie: „czego szukamy w książkach?” Bo na pewno nie jest tak, że wszyscy poszukujemy tego samego. Książka, aby mogła nas zaciekawić, musi w jakiś sposób wchodzić w relację ze światem, jaki nosimy w sobie, współgrać z naszą bardzo indywidualną wrażliwością. Być może stawiać pytania podobne do tych, jakie rodzą się w zakamarkach naszych umysłów, może wybierać podobne do naszych ścieżki, którymi wędrujemy w poszukiwaniu osobistych odpowiedzi. A zatem, co może znaleźć dorosły czytelnik, na równi z młodszym, w „Złotym świeczniku”? Może nadzieję i dobro? Może opowiedziane w nieco inny sposób biblijne i dziejowe historie, z których niektóre znamy, choć może nie z tak barwnej strony? Może zachętę do układania własnych pytań i odpowiedzi?

A pytań i odpowiedzi może być wiele, ponieważ jedną z funkcji baśni jest pobudzanie wyobraźni czytelnika. Baśń nie jest zatem gatunkiem ani ścisłym, ani bardzo poważnym. Przypowieść zaś nie jest konstrukcją literacką, do jakiej przyzwyczajają nas współcześni twórcy literatury. Na podstawie tych nieskomplikowanych założeń, stwierdzam, że „Złoty świecznik” nie jest dobrym kandydatem na dzisiejszy bestseller. Dla kogoś może być to antyreklamą książki, dla mnie to jej atut, ponieważ doceniam książki wartościowe, które nie zostały napisana „pod publiczkę”. Zresztą lektura ta nie jest dziełem współczesnym. Pierwszy raz została wydana w Niemczech w 1948 r. Co z tego wynika? Dla mnie – ponadczasowy charakter tych, zarazem ciekawych i prostych, opowieści.

Wilhelm Huenermann w swoich opowiadaniach odnosi się do znanych zdarzeń historycznych oraz biblijnych i na ich osnowie wyplata piękne gawędy. Większość z nich, jak przystało na baśnie i przypowieści dla młodszych czytelników, kończy się optymistycznie. Bo taka też jest rola baśni, aby prowadzić przez trudne koleje do pogodnej nadziei. Ale nie wszystkie opowieści są takie. Bo, jak to w życiu bywa, niekiedy zło bywa bardzo natarczywe, a człowiek słaby. Charakter przypowieści zachęca jednak czytelnika do refleksji. Nie zostawia go w mrokach ludzkich upadków, na przekór wszystkiemu skłania do trwania przy dobru.

Złoty świecznik, kiedy weźmie się „go” do ręki, migocze i zmienia barwy, malując kolejne opowiadania unikalnym światłocieniem. Znajdziemy w nich zderzenie młodzieńczego zapału z sędziwą mądrością w „Wiązance wrzosu dla cesarza”, spotkamy biblijnego Jonasza w „Pokucie niniwitów”, zostaniemy zaproszeni do zamyślenia się nad sensem śmierci i narodzin czytając „Okręt w butelce”, a także wprowadzeni  w utrzymaną  w baśniowym klimacie rajską historię naszych pierwszych rodziców, opisaną jak w lustrzanym odbiciu, w „Węglarczyku i pasterce”. Opowiadań jest łącznie 35, znalazłam wśród nich jedną historię „powracającą”, to znaczy taką, która opisuje koleje życia tego samego bohatera – misjonarza wojujących ze sobą plemion Indian i Eskimosów śnieżnych kresów Dalekiej Północy. Spoiwem wszystkich historii są pytania o wiarę i wartości chrześcijańskie. Choć  nie jest łatwo pisać na ten temat w sposób ciekawy i ponadczasowy, sądzę, że księdzu Wilhelmowi Huenermannowi znakomicie się to udało.
 
M. przy herbacie
 
 
Książka Złoty świecznik dostępna jest w księgarni internetowej Książki przy herbacie
 
Dziękuję Wydawnictwu Karmelitów Bosych za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
 
 

 

sobota, 29 marca 2014

Atak na chrześcijaństwo - Verlinde


Sprawdź cenę ksiażki
„Atak na chrześcijaństwo” o. J. M. Verlinde to bez wątpienia książka bardzo ważna nie tylko dla chrześcijanina, ale także - a może przede wszystkim - dla każdego, kto ma odwagę pytać i słuchać. Od pierwszej strony tej publikacji czytelnik zagłębia się w atmosferę debaty, w której zezwala się na szczere stawianie problemów. Pytającymi są słuchacze audycji radiowej. Odpowiadającym jest o. Verlinde – kiedyś naukowiec specjalizujący się w fizyce jądrowej, założyciel Medytacji Transcendentalnej wywodzącej się z hinduizmu, a jeszcze wcześniej osobisty sekretarz Maharishiego Mahesha Yogiego, znanego przede wszystkim jako guru zespołu The Beatles; dziś kapłan katolicki.

Dlaczego ta książka jest taka ważna? Odpowiedź jest prosta: bo wnioski w niej zawarte oparte są na osobistych przeżyciach autora. Ojciec Joseph Marie Verlinde, nim powrócił do wiary katolickiej, doświadczył na sobie wielu form „kuszenia” ze strony nowych form duchowości. A podczas długiej i bolesnej drogi nawrócenia i przemiany, zmagał się ze wszystkimi negatywnymi skutkami duchowego zniewolenia. Był na skraju piekła, a więc doskonale wie, przed czym przestrzega.

„Atak na chrześcijaństwo” to zbiór pytań i odpowiedzi zebranych w kilka tematów. Są wśród nich takie zagadnienia jak: ezoteryzm i okultyzm, chrześcijaństwo a praktyki Wschodu, czy antropologia chrześcijańska. Podążając za nimi, czytelnik odnosi wrażenie, że o. Verlinde wolno zapytać o wszystko. Nie ma tutaj pytań głupich, czy kłopotliwych. Każde jest ważne, każde zostało omówione w krótki ale rzeczowy sposób oraz - na miarę formuły jaką jest audycja radiowa – względnie wyczerpująco.

Być może tytuł książki wydaje się nieco prowokacyjny. Jeśli jednak przyjmiemy, zgodnie z prawdami wiary, że atakującym chrześcijaństwo jest szatan, tytuł ten nie powinien nikogo dziwić. Chociażby dlatego, że w Piśmie Świętym i tradycji Kościoła każda forma bałwochwalstwa stoi w sprzeczności z pierwszym przykazaniem Bożym. Jest pokusą, by w miejsce Boga postawić kogoś lub coś, co (kto) Bogiem nie jest. Temat ten jest dziś bardzo aktualny, wzbudza wiele kontrowersji i skłania do zadawania pytań.  I chociaż „Atak na chrześcijaństwo” nie wyczerpuje tematu – nie pozwala na to forma tej publikacji - bez wątpienia warto sięgnąć po tę niedużą książkę. Porządkuje ona spojrzenie na wiele ważnych kwestii. Po jej przeczytaniu pozostaje niedosyt. To chyba dobrze, bo nie jest to jedyna książka o.  Verlinde, a tematyka ta warta jest dalszego zgłębiania.

M. przy herbacie

 

Książka dostępna w księgarni http://ksiazkiprzyherbacie.pl

Inne ciekawe tytuły: